Scenariusz wygląda niemal zawsze tak samo. Firma prowadzi stronę internetową lub bloga od lat. Pewnego dnia do skrzynki wpływa pismo od fotografa, agencji fotograficznej albo wyspecjalizowanej firmy monitorującej internet: na Państwa stronie znajduje się zdjęcie wykorzystane bez licencji, żądamy zapłaty kilku tysięcy złotych w terminie 14 dni, w przeciwnym razie sprawa trafi do sądu. W załączniku zrzut ekranu i wyliczenie.
Pierwsza reakcja to zwykle panika albo oburzenie. Wezwania tego typu nie wolno ignorować, ale nie należy też płacić żądanej kwoty w ciemno – w znacznej części spraw żądanie jest zawyżone, a niekiedy w ogóle bezzasadne. Poniżej wyjaśniamy, na jakiej podstawie prawnej opierają się takie wezwania, co realnie grozi przedsiębiorcy i jak krok po kroku zareagować.
Na czym opiera się wezwanie – podstawa prawna roszczeń
Fotografia jest utworem w rozumieniu prawa autorskiego, jeżeli stanowi przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze (art. 1 ust. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej: u.p.a.p.p.). Umieszczenie cudzego zdjęcia na stronie internetowej, w sklepie, na blogu czy w mediach społecznościowych stanowi korzystanie z utworu na polu eksploatacji obejmującym publiczne udostępnianie w internecie (art. 50 pkt 3 u.p.a.p.p.) – i bez licencji lub innej podstawy prawnej narusza autorskie prawa majątkowe.
Uprawnionemu przysługują wówczas roszczenia z art. 79 ust. 1 u.p.a.p.p., w szczególności o: zaniechanie naruszania, usunięcie skutków naruszenia, naprawienie szkody na zasadach ogólnych albo – i to jest podstawa większości wezwań – zapłatę sumy pieniężnej w wysokości dwukrotności stosownego wynagrodzenia, które byłoby należne z tytułu udzielenia zgody na korzystanie z utworu (art. 79 ust. 1 pkt 3 lit. b u.p.a.p.p.), a także o wydanie uzyskanych korzyści.
Po pierwsze: dwukrotność jest legalna. Przepis pozwalający żądać dwukrotności hipotetycznej opłaty licencyjnej obowiązuje i został potwierdzony w orzecznictwie – Trybunał Konstytucyjny uchylił jedynie dalej idącą trzykrotność przy naruszeniu zawinionym, a Trybunał Sprawiedliwości UE uznał dwukrotność za zgodną z prawem unijnym (sygnatury – wyrok TK z 23 czerwca 2015 r., SK 32/14, oraz wyrok TSUE z 25 stycznia 2017 r., C-367/15). Wezwanie oparte na podwójnej stawce licencyjnej nie jest więc samo w sobie nadużyciem.
Po drugie: brak winy nie zwalnia z odpowiedzialności. Roszczenia o zaniechanie i o zapłatę wynagrodzenia przysługują niezależnie od tego, czy naruszyciel wiedział o naruszeniu. Argument „nie wiedziałem, że zdjęcie jest chronione” nie uchyla obowiązku zapłaty – może co najwyżej wpływać na zakres niektórych roszczeń.
Jeżeli zdjęcie opublikowano bez wskazania autora, dochodzi dodatkowo naruszenie autorskich praw osobistych (art. 16 pkt 2 u.p.a.p.p.), z którym wiąże się roszczenie o zadośćuczynienie (art. 78 ust. 1 u.p.a.p.p.). Dlatego wezwania często zawierają dwie pozycje: wynagrodzenie za korzystanie i zadośćuczynienie za brak oznaczenia autorstwa.
Mity, które kosztują najwięcej
„Zdjęcie było w Google, więc jest darmowe”. Wyszukiwarka nie jest źródłem licencji. Dostępność zdjęcia w internecie nie oznacza zgody na jego wykorzystanie.
„Podałem autora i źródło”. Wskazanie autora realizuje jego prawo osobiste, ale nie zastępuje licencji na korzystanie. Zdjęcie z podpisem nadal wymaga zgody uprawnionego, chyba że zachodzi ustawowy dozwolony użytek – który w działalności komercyjnej ma bardzo wąskie zastosowanie.
„Usunąłem zdjęcie, więc temat zamknięty”. Usunięcie realizuje roszczenie o zaniechanie i jest bezwzględnie wskazane, ale nie niweczy roszczeń pieniężnych za okres, w którym zdjęcie było wykorzystywane.
„To agencja robiła nam stronę, niech oni płacą”. Wobec uprawnionego odpowiada podmiot, który korzysta z utworu – czyli przedsiębiorca, na którego stronie zdjęcie się znajduje. Rozliczenie z wykonawcą strony to odrębna kwestia regresowa, zależna od treści umowy z nim zawartej.
„Stary wpis na blogu, sprawa dawno przedawniona”. Dopóki zdjęcie wisi na stronie, naruszenie ma charakter trwały i roszczenie o zaniechanie jest aktualne. Roszczenia pieniężne przedawniają się, ale bieg terminów liczy się w sposób, który rzadko działa na korzyść naruszyciela.
Co robić po otrzymaniu wezwania – procedura krok po kroku
Krok 1: nie ignoruj i nie płać w ciemno. Zignorowanie wezwania prowadzi zwykle do pozwu, a wtedy do żądania dochodzą koszty procesu i zastępstwa procesowego. Zapłata pełnej żądanej kwoty bez weryfikacji oznacza z kolei najczęściej nadpłatę – kwoty w wezwaniach bywają ustalane według zawyżonych cenników, nie stawek rynkowych.
Krok 2: zabezpiecz stan faktyczny. Zanim cokolwiek zmienisz na stronie, wykonaj dokumentację: zrzuty ekranu podstrony ze zdjęciem, data publikacji wpisu, informacja, kto i skąd wstawił zdjęcie (pracownik, agencja, poprzedni wykonawca strony), oraz wszelkie dowody ewentualnej licencji – potwierdzenie zakupu ze stocka, fakturę, umowę z agencją kreatywną, warunki licencji Creative Commons obowiązujące w dacie pobrania.
Krok 3: usuń zdjęcie. Niezwłoczne usunięcie ogranicza okres naruszenia, realizuje roszczenie o zaniechanie i buduje pozycję negocjacyjną. Usunięcie nie jest przyznaniem się do winy – jest ograniczeniem ryzyka.
Krok 4: zweryfikuj legitymację wzywającego. Wezwanie jest zasadne tylko wtedy, gdy pochodzi od uprawnionego lub jego umocowanego pełnomocnika. Należy zażądać: wykazania praw do zdjęcia (kto jest autorem, na jakiej podstawie wzywający dysponuje prawami – umowa przeniesienia, licencja wyłączna z prawem dochodzenia roszczeń), pełnomocnictwa, jeżeli wzywa firma pośrednicząca, oraz danych pozwalających zidentyfikować konkretny utwór. Firmy monitorujące działają masowo i zdarza się, że nie dysponują kompletem dokumentów – brak wykazania legitymacji to poważny argument obrony.
Krok 5: zweryfikuj, czy zdjęcie w ogóle jest utworem. Ochronie podlega fotografia o indywidualnym, twórczym charakterze. Proste zdjęcia czysto rejestracyjne – katalogowe ujęcie produktu na białym tle wykonane według standardowego schematu – mogą nie spełniać progu twórczości. To ocena zawsze indywidualna, ale w sprawach o zdjęcia produktowe bywa skuteczną linią obrony.
Krok 6: zweryfikuj wysokość żądania. „Stosowne wynagrodzenie” z art. 79 ust. 1 pkt 3 lit. b u.p.a.p.p. to wynagrodzenie, jakie uprawniony otrzymałby, gdyby strony zawarły umowę licencyjną na dane korzystanie – a więc stawka rynkowa dla tego rodzaju zdjęcia, zakresu i czasu wykorzystania, nie cennik życzeniowy. Punktem odniesienia są m.in. ceny porównywalnych licencji w bankach zdjęć oraz rzeczywiste cenniki autora. Jeżeli identyczne lub porównywalne zdjęcie kosztuje w serwisie stockowym kilkadziesiąt złotych, żądanie kilku tysięcy złotych tytułem dwukrotności jest polem do istotnej redukcji. Sądy miarkują wynagrodzenie do realiów rynkowych.
Krok 7: negocjuj i zamknij sprawę ugodą. Znaczna większość takich spraw kończy się ugodą na poziomie wyraźnie niższym od pierwotnego żądania. Kluczowe elementy ugody: precyzyjne określenie utworu i okresu naruszenia, zrzeczenie się przez uprawnionego wszelkich dalszych roszczeń z tego tytułu (majątkowych i osobistych), poufność oraz – jeżeli zdjęcie ma pozostać na stronie – udzielenie licencji na dalsze korzystanie.
Krok 8: rozważ regres. Jeżeli zdjęcie wstawił wykonawca strony, agencja marketingowa albo freelancer, sprawdź umowę z nim: oświadczenia o prawach do materiałów, odpowiedzialność za wady prawne (art. 55 u.p.a.p.p., art. 471 k.c.). Zapłacona ugoda może podlegać rozliczeniu z podmiotem, który naruszenie spowodował.
Kiedy żądanie jest bezzasadne
Wezwanie nie zasługuje na zapłatę w szczególności, gdy: dysponujesz licencją (najczęstszy przypadek – zdjęcie kupione legalnie na stocku, tylko nikt nie zarchiwizował dowodu, warto odzyskać historię zakupów z konta w serwisie), zdjęcie było udostępnione na licencji Creative Commons, a jej warunki zostały dochowane, wzywający nie wykazał praw do utworu ani umocowania, zdjęcie nie stanowi utworu z braku indywidualnego charakteru, albo korzystanie mieściło się w dozwolonym użytku – np. w granicach prawa cytatu (art. 29 u.p.a.p.p.), co jednak w typowej działalności marketingowej zdarza się rzadko i wymaga spełnienia wszystkich przesłanek, w tym celu cytatu i oznaczenia źródła.
Ile to realnie kosztuje – skala ryzyka
Rząd wielkości wygląda następująco: jednorazowe wykorzystanie typowego zdjęcia stockowego na stronie firmowej to licencja warta od kilkudziesięciu do kilkuset złotych, więc dwukrotność zamyka się zwykle w kwocie kilkuset złotych do około dwóch tysięcy. Wezwania opiewające na pięć, dziesięć czy piętnaście tysięcy złotych za pojedyncze zdjęcie są z reguły oderwane od stawek rynkowych i podlegają redukcji w negocjacjach albo przed sądem. Inaczej wygląda sytuacja przy zdjęciach unikatowych (reportaż, sesja dedykowana, znany autor), wykorzystaniu w kampanii reklamowej o dużym zasięgu albo przy wielu zdjęciach jednocześnie – tam kwoty rosną realnie.
Do ryzyka finansowego trzeba doliczyć: przy braku oznaczenia autora zadośćuczynienie za naruszenie praw osobistych, a w razie procesu koszty sądowe i zastępstwa. Odpowiedzialność karna (art. 115 i nast. u.p.a.p.p.) w sprawach o pojedyncze zdjęcie na stronie firmowej ma znaczenie marginalne, ale formalnie istnieje.
Jak nie dostać takiego wezwania – prewencja
Kupuj i archiwizuj. Licencje stockowe rozwiązują problem, ale tylko wtedy, gdy potrafisz je udowodnić po latach. Faktury i potwierdzenia licencji przechowuj przez cały okres korzystania ze zdjęcia, powiązane z konkretnym plikiem.
Czytaj zakres licencji. Licencja standardowa ma ograniczenia (np. zakaz użycia w szablonach do odsprzedaży, limity nakładu) – przekroczenie zakresu to także naruszenie.
Zabezpiecz się w umowach z wykonawcami. Umowa z agencją lub freelancerem budującym stronę powinna zawierać oświadczenie o prawach do wszystkich użytych materiałów oraz zobowiązanie do pokrycia roszczeń osób trzecich.
Zrób audyt. Przegląd zdjęć na stronie i w mediach społecznościowych pod kątem pochodzenia i licencji kosztuje ułamek jednej ugody. Firmy monitorujące skanują sieć automatycznie – to nie jest ryzyko teoretyczne.
Podsumowanie
Wezwanie do zapłaty za zdjęcie to roszczenie o realnej podstawie prawnej (art. 79 u.p.a.p.p., dwukrotność stosownego wynagrodzenia, odpowiedzialność niezależna od winy), którego nie wolno ignorować – ale którego wysokość w większości przypadków jest znacząco zawyżona względem stawek rynkowych. Prawidłowa reakcja to: zabezpieczenie dowodów, usunięcie zdjęcia, weryfikacja legitymacji wzywającego i twórczego charakteru fotografii, urealnienie kwoty do poziomu rynkowej licencji i zamknięcie sprawy ugodą ze zrzeczeniem się dalszych roszczeń – z ewentualnym regresem do wykonawcy strony. Zapłata pełnej żądanej kwoty bez analizy jest niemal zawsze decyzją przedwczesną.


